ACTA ad acta
Trzeba mieć tupet równy własnej masie ciała, żeby mówić to, co mówił dziennikarzom rzecznik Paweł Graś. I trzeba mieć tyle samo naiwności (choć tu raczej mamy do czynienia z cynizmem), żeby myśleć, że ktoś w te słowa uwierzy. Bo przecież żadna strona policyjna, rządowa, sejmowa, czy nawet premierowska i ABW razem wzięte, nie jest tak atrakcyjna, aby internauci wchodzili nań całymi tabunami. I to podczas weekendu. Nasz dzielny rząd jest sam sobie winien, bo w końcu to za naszej prezydencji w UE zapadły decyzje o podpisaniu przez Unię ACTA, czyli ogólnie rzecz ujmując, porozumienia przeciwko podróbkom w internecie. I nasz, najwyraźniej zajęty świętami, rząd nie powiedział nam słowa, że 26 stycznia gotów jest układ podpisać.
Niestety, mleko się rozlało, bo internet nie zna granic i ogólnoświatowa akcja Anonymusów (hakerów, czy jak ich tam zwać) przeciwko zapisom ACTA dotarła i do nas. A dotarła dlatego, że z zapisów ACTA wynika, że porozumienie, które ma chronić m.in. prawa autorskie zawiera zapisy, które pozwalają pod płaszczykiem tejże ochrony, wprowadzić blokadę i cenzurę różnych treści. I nie chodzi tu o to, co na forach wypisują różni frustraci i pieniacze, bo gdyby tak było, trzeba by też zakazać pisania anonimów, które, z jednej strony każda władza uznaje za rzeczy be, ale jej urzędy chętnie z takich elaboratów korzystają.
Teraz minister od cyfryzacji tłumaczy nam, że przez najbliższe dwa tygodnie, rząd będzie się konsultował ze społeczeństwem czy ACTA podpisać, czy nie. I pewnie stanie na tym, że europejskość wskazuje na to, że trzeba podpisać. Oczywiście mało kto jest przeciw zwalczaniu piractwa internetowego, ale zwalczanie piractwa to jedno, a wprowadzanie przepisów, które zagrażają wolnościom obywateli, to zupełnie co innego. Szczególnie, że śledzeniem piractwa i zapisywaniem przesyłanych treści mają zajmować się dostawcy internetu. Czyli mają stać się policjantami wobec samych siebie, a wiadomości o swoich klientach przesyłać do jakiejś nowej, stworzonej na tę okoliczność służby.
Rzecz w tym, że tzw. służb i tak nam nie brakuje. A im więcej służb o niejasnych lub zbyt szerokich kompetencjach, tym większe pole do nadużyć. Oczywiście w imię obrony obywateli. Dlatego lepiej dzisiejsze ACTA odłożyć ad acta i popracować nad nowymi przepisami. Takimi, które nie będą budziły tak wielu wątpliwości. Piractwa nie popieram, ale zawsze zastanawiałem się dlaczego ceny płyt, filmów są tak wysokie. Nikt mnie nie przekona, że któraś tam reedecja albumu nawet znanej grupy – tyle, że z drobnym muzycznym bonusem – musi kosztować 90 złotych. No po prostu nie musi. Tak jak nie musi już chronić premierowskich i rządowych stron ten, kto wymyślił owo skomplikowane hasło admin. Jeśli chciał pokazać, że może zajmować się wszystkim, tylko nie ochroną internetu, to mu się udało.

